18.6.12

lans

jestem wykończona. jest dobrze, dwa srebra i złoto, ale zdaje mi się, że to nie jest wystarczająco na co mnie stać, a wiem, że stać na wiele więcej. teraz tydzień męczarni. nareszcie ciepło, ale to już chyba lekka przesada. bardzo gorąco. pogoda mnie zabije, ja to wiem. jeszcze do tego wszystkiego dochodzą ogólnopolskie finałki sztafet, które będą w piątek... my wyjeżdżamy we czwartek, by zdążyć. nie wyobrażam sobie tylu godzin jazdy w gorącym busie. w sumie też nie wiem po co my jedziemy, bo co, mamy jakieś szanse tam? nie. przynajmniej zwiedzę łódź i opuszczę zajęcia w szkole. zresztą, jakie to zdjęcia, od paru miesięcy to laba w szkołach. na takie zajęcia to nie mam nic przeciwko. jeszcze mam w czwartek wycieczkę rowerową, musi mnie ominąć. racjonalnie patrzeć - nie mam roweru, więc wielka strata. znając mnie, tego słynnego geniusza bez mózgu, rower jakiś by się znalazł.. przepraszam, nie mam siły. głowa mnie boli, brzuch i chuj wie co jeszcze. teraz gram na zwłokę, bo nie mam pomysłu na tytuł posta i nie chce mi się klikać na "publikuj posta".
piszę na gadu, przegrywam zdjęcia z aparatu na laptop, które były robione jakieś dwa dni temu. uhuh, właśnie rozkładają na dworze basen, czuję, że woda się na jutro nagrzeje... więc jutrzejszy plan takiż to jest: iść do szkoły, wrócić, pierdolnąć o łóżko, jebnąć do basenu (w grę w chodzi jeszcze pójście na trening, bo trzeba poćwiczyć sztafetę)... i mecz! dzisiaj hiszpania - chorwacja i włochy - irlandia... zdecydowanie wybiorę pierwszy mecz.
zbieram się, oczekuję odejścia ze świata w spokoju, podczas snu. idę się upiec. narejke.


HFGEGEIEIIEJFJFJEIOEOEWKJDJDEE, DUFUUFIEOOEWKDJDJEEIJDF
FAZA.

Brak komentarzy: