hejo
jakimś dziwnym sposobem naprawiłam aparat z kodaka, więc spodziewajcie się deszczu zdjęć.. dokładnie nie wiem, czy dodam wszystkie, bo natury to parę zdjęć robiłam tylko. więcej swoich, by wstawić na fejsa.
uciekłam sobie dzisiaj ze wszystkich lekcji z leszczami (♥), i było zajebiście. to chyba najlepszy taki dzień w roku szkolnym. rozmawianie o manekinach, chodzenie po "klifie", kradnięcie wiśni, stanie na ulicy (haha, autostopowiczki), upicie się force, pizza i ogółem taki lajcik. najfajniejsze dni są w ostatnie dni szkoły. heh, jutro mam zamiar iść do szkoły, bo co? ma mnie opuścić jedna z lepszych lekcji wdż? nie.
przypomniał mi się wf, sprzed paru tygodni temu. była wtedy sztafeta. miałam pałeczkę od takiego leszczyka, który nie umiał podawać. ja jakoś do niego "baran nie umiał podać", a on mnie tak naskoczył, że sobie sama źle wzięłam :D :D
jeszcze tylko jutro, czwartek, i odebranie świadectw... nareszcie laba!!! ♥♥♥
cześć ;d
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz