17.8.12

Colour the small one

Ludzie, którzy ranią muszą gdzieś wylać swoje kompleksy. Wiadome, ale nic do tego nie mam, bo sama tak robię i zdaję sobie z tego sprawę. Kiedy ktoś mnie rani, a ja mu wytykam błędy, myślę sobie "mógłby się zmienić", natomiast, gdy to ta osoba wytyka mi błędy - myślę sobie "ja się nigdy nie zmienię dla tego kogoś". Nie rozumie już tego, dlaczego tak jest. Każdy chce, by w życiu miał jak najlepiej, nie patrząc na innych. Może taka metoda jest i najskuteczniejsza, skoro sama ją używam? Z drugiej strony, gdy to idzie pod prąd jest takie nieprzyjemne. Rozmyślam o tym już parę dni, nic nie wywnioskowałam. Póki co nie mam zamiaru się zmieniać wewnętrznie. Może jedynie pod punktem wizualnym, bo mój wygląd nie jest jakoś za specjalnie akceptowany w moich oczach.
/Zmień to, czego nie możesz zaakceptować, zaakceptuj to, czego nie możesz zmienić/ - żeby to było takie łatwe...
Ostatnio czytałam różne komentarze na facebooku, np. na stronie eurosportu, Bartka Kurka i różnych fanpejdży siatkarzy. Większość się jara wyglądem siatkarzy, nie patrzy na ich grę. Powinno się patrzyć właśnie na to, co się dzieje na boisku. Natomiast jeśli czytam jakieś głębokie kazania na ten temat, że powinno się zauważać grę, a nie urodę to mnie wkurwia. Nie mam bladego pojęcia czemu. Może dlatego, że nie lubię jak ktoś ma takie zdanie jak ja, tylko bardziej 'profesjonalne'?
Wszystko mnie denerwuje i wszyscy, powinnam jednak zaakceptować to, że świat nie kręci się wokół mnie i każdy ma prawo głosu. Po prostu czasami są takie chwile zazdrości, nawet nie wiem o co.
Powinnam więc umilknąć, nie dawać się prowokować, tak ot zaakceptować ten cały, dziwny świat i iść dalej. Nie muszę przecież wypowiadać się na każdy temat. Muszę też mieć miejsce, w którym wyżalę się i napiszę to, co czuję. W zeszycie to jakoś mi nie idzie, bo leń jestem i pisać mi się nie chce. Ehh..
Notatka pewnie mi wyjdzie nieskładnie, jak zawsze, ale nic, chujowo. Nic nie odda przecież tego co czuję, co myślę... Nie da się tego poskładać w kupie. Sama zresztą nie wiem o co tak naprawdę mi chodzi, ale coś chcę. Chcę coś zrobić, by raz na zawsze utknęło mi w pamięci. Chcę zatrzymać czas, by wakacje trwały wiecznie. Jeszcze dwa tygodnie i znowu, dziesięć miesięcy tej szkoły. Nie umiem znaleźć plusów. Na nic nie będzie czasu, znowu jakaś depresja mnie ogarnie, nie będę wiedzieć co ze sobą zrobić. I ten jeden, cholerny problem, który będzie ze mną do końca życia. Nie wiem co z tym zrobić, aczkolwiek wiem, że nie ważne jakbym chciała - nie zmienię tego. Muszę zaakceptować.
Tak, akceptacja. Akceptacja siebie, kurwa.
Mam ochotę komuś wyjebać, jakiś mulący ten dzień. Jestem dziś oschła, nieprzyjemna i takie dziwne uczucie rozdziera mnie od środka.
Powinnam już z kończyć.
Siema.

Brak komentarzy: