25.9.12

aww

Siema.
Miałam jechać na wycieczkę, bo pani od polskiego Kasi organizuję do Krakowa, ale było jedno wolne miejsce, a ja chciałam jechać z Eli i Kamilą...
Katar mnie nadal męczy, ale myślę, że powoli przechodzi.
Mama mojej koleżanki umarła, a jeszcze niedawno chyba o niej pisałam niezbyt miłe rzeczy. Współczuję. Tak się dziwnie na sercu robi, gdy znasz jakąś osobę, a Ona po prostu z dnia na dzień umarła.
Ciekawe jak to jest mieć nieśmiertelność, o ile to w ogóle istnieje... Może i by fajnie było, ale mi się diametralnie zmieniło zdanie i raczej to za przekleństwo, a nie za dar. Obiektywnie oceniając to było by zjebanie patrzyć, jak umierają osoby mi bliskie, a ja muszę żyć w tym całym piekle i akceptować to, że do godziny śmierci zostaje mi "nigdy".
No nic, spoko jest :)
Dyskoteka w czwartek, akurat wtedy mam ten cały projekt, więc porzucam go tymczasowo, na rzecz dyskoteki, oczywiście. Planuję iść na miasto z koleżankami, a na dyskotekę wbić około osiemnastej trzydzieści.
Ostatnio spodobała mi się jedna piosenka The Police i zaczęłam słuchać Red Hot Chili Peppers, Placebo i Lanę Del Rey.
To tyle, cześć.

Brak komentarzy: