Zmienili nam plan lekcji i teraz trzy razy pod rząd (poniedziałek, wtorek, środa) mamy siedem lekcji, tj. do 14.05.
W sumie jest okej, przywykłam już do szkoły i wstaję tylko z lekkim smutkiem (ta, lekkim) i... no mija, mija.
Dzisiaj nam pani z zastępstwa oznajmiła, że musimy się ruszać, bo w październiku zawody. Ja kurwa dam jej zawody. Ocipiała. Nie będę biegać 2km dla niczego. Nic w tym roku nie będziemy drużynowo wygrywać, naszą szkołę opuścił silnie biegowo rocznik i teraz kto został? Ja, Mariola i? Julia? To jest chyba na tyle...
Idę na "M jak miłość" chyba, nie wiem, nie lubię już tego. Poza tym matka coś woła, chyba znowu zrobiłam na pralce kupę swoich ciuchów i jest taaaka dużaa wieża.
Jejć. Pokręciłam się dzisiaj na karuzeli i czuję się jak na haju... To tyle, cześć :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz