14.10.12

Bo to marzenia sprawiają, że życie jest tak fascynujące.

Byłam dzisiaj w Sandomierzu na zakupach i pozwoliłam sobie kupić czarną kurtkę w kropki, czerwoną bluzkę z krótkim rękawem, czapkę oraz bluzę.
Słucham sobie właśnie muzyki Myslovitz, która zagłusza mi własne myśli, tak mi dobrze. Jutro poniedziałek, dla mnie nazywany dniem szatana. Nie umiem sobie poradzić z myślą, że będzie jutro aż dwie matematyki z samego rana. Z utęsknieniem wyczekuje wakacji, świąt Bożego narodzenia, ale do tego pozostało jeszcze trochę czasu. Pierwszy raz w życiu czekam na święto zmarłych, bowiem uwolnię się chociaż na chwilę od szkoły. Z każdym rokiem coraz trudniej bodajże będzie, a ja dostaję kurwicy już teraz.
Jutro drugie spotkanie Skry podczas Klubowych Mistrzostw Świata, tym razem z mistrzem Rosji, Zenitem Kazań. Będzie trudno, ale wierzę, że Skierka wygra. Zapowiada się tako jutro bardzo ciekawy wieczór, ale przed nim muszę wylewać hektolitry potu nad kartkówką z matematyki. Chuj, przejrzałam ćwiczeniówkę, która czeka mnie w kolejce po geometrii i już stwierdzam, że będzie jedno wielkie gówno z mojej tegorocznej średniej 6.0. Błagam, chcę wyrobić bynajmniej na 5.4.
Pochwaliła mnie pani od historii, że niby ładnie piszę. Uwielbiam jak się mnie chwali. Jedynie dostaję w szkole pochwały za zrobienie jakiejś pracy pisemnej na j. polskim, za dobre osiągnięcia w lekkiej, czy dobre granie w siatkówkę, czy koszykówkę oraz na angielskim, za to, że szybko go łapię. Ale historia, ja i pochwała? Pierwszy raz się coś takiego zdarzyło.
Nie owijam w bawełnę, - muszę się Wam pochwalić refleksją z wycieczki, jak to nas ksiądz wychujał z galerią. Specjalnie oszczędzałam na straganikach pamiątkowych pieniądze, by było więcej do galerii, ale idiota mówi, że za złe zachowanie do galerii się nie wybierzemy. Wycieczka na marne, niestety. Nigdy więcej nie przyjmę propozycji wyjazdu na wycieczkę katolicką. W ogóle nie wiem jaki szatan mnie zmusił na wyjazd na tą wycieczkę, ale chyba urzekło mnie to, że mogę ominąć dwie matematyki.
No to chyba tyle, więcej przez ten tydzień się nie działo. Mam nadzieję, że ten będzie lepszy, musi być, mam dość tej pierdolonej monotonii, która mnie ciągle otacza. I to niesamowite pocieszenie, że przed przyszłością się nie ochronię, a z każdym rokiem będzie coraz gorzej, ta...

PS: znalazłam parę zdjęć z wakacji, jakieś drzewo, mleczak, ooo, ale artystycznie. No i kotek Kamili, Buka.




Brak komentarzy: