Hej.
Oks, powiem Wam, że nie za specjalnie ostatnio się układa. Sama już nie wiem o co chodzi i jak to jest, ale widzę, że się ode mnie "ktoś" oddala. Nazwijmy osobnika literką A. Więc dziewczyna A pokłóciła się ze swoją najlepszą przyjaciółką, B. Ubiegały obydwie o moje głosy, oczywiście ja SWiNZ (Sąd Wielki i Niepodważalnie Zajebisty) poparłam tą, która według mnie miała rację, czyli B. Od tamtej chwili z A zaczęłyśmy się oddalać (no dobra, wcześniej to się jeszcze stało), zaczęła się ta przyjaźnić z moim wrogiem, wychodzić po szkole, a ja zostałam z tą B i moją wioską smerfów. "Konkurencja" żadnej wioski nie miała, tak na marginesie. Kiedy B pogodziła się za moją sprawą z A (a niech mnie coś jebnie, popełniłam najgorszy błąd życia) zaczęło wracać szybko do normy. Wychodziły razem po szkole, no i nieproszony gość, mój wróg C. Kochanieńka przyjaciółka A wpadła na ten swój zajebisty pomysł, że Ona i jeszcze B i C wyjdą razem do kina. B, którą poparłam na drugi dzień mi to powiedziała i to, że woli ewidentnie iść ze mną i z moimi koleżankami, więc w sumie się ucieszyłam. Potem zaczęłyśmy się umawiać tak, potem tak, potem tak i w końcu wyszło tak, że był wielki mętlik i nikt nie wiedział z kim idzie. A wybrała wyjście z dwoma moimi wrogami, z kolei B z nami. Dzisiaj ta, która postanowiła się afiszować filmem w naszym towarzystwie na każde moje pytanie odpowiadała "nie wiem", więc sorry kurwa, łaski bez. Dałam kasę na bilety osobnikowi D i ona zakupiła mi zakupiła. Lepszego rzędu i siedzenia się naprawdę nie dało, ale obojętne. Więc postanowiłyśmy, że pójdziemy sobie bez tego bydła, niech się pierdolą.
Nie, nie pokłóciłam się z nimi, oni nawet nie wiedzą, że ja idę na film. Wycofały się z pójścia do kina, gdy ja pod pretekstem "nie idę" im to oznajmiłam.
Oczywiście pozdrawiam gorąco A, która najwidoczniej nie wybiera kogoś innego, zapominając, że z kimś "przyjaźniła się" w klasie 1-3 z lekką przeplatanką przyjaźni z moim 1/2 wrogów, wrogiem E. Potem w 4 klasie ja ją olewałam - przyznam się nawet bez bicia, że byłam w chuj zazdrosna o B. W 5 klasie chyba była z nią przyjaźń większa niż w 1-3, a teraz to tak mi z dnia na dzień obojętnieje.
Historia urzekająca, jebie Was pewnie o dupę, ale muszę się gdzieś wyżalić, bo mnie rozpierdala od środka.
~ Bardzo bym chciała.
Koniec rozmów o moich problemach, które nie są problemami, tylko moją chorą zazdrością o osoby, które są mi prawdopodobnie obojętne i ich nie lubię. To znaczy lubię, tylko mnie wkurzają.
Byłam wczoraj na meczu, więc załapałam trochę autografów z czego jestem zadowolona, ale nie będę Wam opisywała całego przebiegu meczu.
Opowiem Wam co tam w szkole słychać, przecież wszystkich tak bardzo to interesuje... A więc moja powieść zacznie się od tego, że jestem pojebana, gdyż chciałam przesunąć sprawdzian, a Bóg czuwał i czuwał, że dostałam z niego szóstkę. Nie opuścił mnie również anioł stróż na matematyce, gdy dostawałam piątkę i do ławki wracałam z wiatrem we włosach, dumą i szarmanckim wzrokiem mówiącym: "plebsy, nie sięgacie mi do pięt, mam piątkę z matmy, piątkę, piątkę, klękać, lizać buty" D:
Zasadniczo rzecz biorąc... no... nie mam już tematów, na które mogłabym pisać.
Tak więc żegnam i pozdrawiam. Dam Wam zdjęcia z wczoraj, jakość można o dupę rozbić, ale tym akcentem Was żegnam.
Łysy terrorysta, witam Cię.
http://www.youtube.com/watch?v=AtKRKB2s10U
TALA, JU SUPER FAMOUS





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz