Hej.
Zmieniłam trochę wygląd bloga, bo mi się nie podobał stary.
Ten długi weekend minął zastanawiająco szybko. Nie chciałam, by była już niedziela, bo to oznacza jutrzejsze pytanie na matematyce i wtorkowy sprawdzian... Trzeba przeżyć, nie ma innej opcji. Czkam oczywiście na komentarz "się pogarszasz z roku na rok".
Nie będzie chyba to arcy nowością, jeżeli powiem, że pół dnia spędzam na dworze, a drugie pół przed laptopem i telewizją. Ostatnio oglądam tenis, bo po prostu ciekawi mnie postać Jerzego Janowicza. Jednak doszłam do wniosku, że tenis mnie nudzi D:
Zastanawia mnie to, jak niektórzy ludzie umieją być na tyle śmiali i wredni, by powiedzieć komuś kłamstwo, a następnie starać się całym sercem, by ktoś wziął to kłamstwo za szczerość.
Przyglądanie się w ukryciu cudzemu życiu wcale nie jest fajne, lecz dobijające i wkurwiające. Nie mogę zrozumieć ani znieść, że w moim środowisku zawsze znajdą się osoby, które spróbują coś na siłę spierniczyć, gdy wszystko gra.
Po prostu taki jest już tego rytm, który łączy i rozdziela ludzi. Dobrze, nieistotne.
We czwartek wieczorem byłam na cmentarzu z trzema dziewczynami i dziękuję, że mimo wszystko spędziłam miły wieczór. Idąc niczym w stepie ukraińskim przez ulice świętokrzyskie można było kilometr przed cmentarzem zobaczyć światło, jakie z niego bije. Nie lubię chodzić po cmentarzach, ale chyba warto było zobaczyć groby osób, które tak niedawno były jeszcze tutaj, a tak szybko odeszły. Dziękuję, że po prostu mogę na Was liczyć przynajmniej w połowie.
Idę teraz do Carrefoura kupić coś do jedzenia, bo rodzice i brat pojechali do Sandomierza, dziadek pojechał wczoraj do Włoch do cioci na sześć bodajże tygodni, a babcia poszła do Stokrotki i długo nie wraca, więc się sama na to jedzenie nie doczekam ;|
Pa :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz