Szczerze powiem, że ostatnio nie chciało mi się tutaj zaglądać, ale dzisiaj postanowiłam, że po prawie miesięcznej przerwie postanowię cokolwiek napisać.
Ostatnio jest bardzo ciepło i w pełni z tego korzystam - wychodzę ze znajomymi po szkole, a wieczorami skupiam się na ewokacji. Prawdopodobnie w szkole i w relacjach międzyludzkich układa się wszystko bardzo dobrze i powinno tak zostać, ale czuję pewien niedosyt w moich stosunkach z niektórymi ludźmi. Postanawiam tak więc sobie dzisiaj dwie rzeczy - zadbać o dobre relacje z osobami, które nie są do mnie w pełni przekonane (a ja niestety do nich, ale zmienię to) oraz zaakceptować swój chujowy wygląd, który od pewnego czasu jest bardzo uciążliwy, ale tego się wybrać nie dało...
Zauważyłam, że boję się użyć słowa "przyjaciel" do osób, które takie miano powinny mieć. Może jestem uprzedzona i nie chcę kogoś "koronować" po to, żeby potem rzucił mi tą koroną w twarz i pod nogi. Niedługo zacznę naprawdę nowy rozdział w swoim życiu i mam nadzieję, że nauczę się używania tego słowa.
Notabene, trochę o tym nowym rozdziale. Tak więc to wiadome, że po wakacjach zmieniam klasę, idę do nowej szkoły, co się wiąże z nowymi znajomościami, sprzeczkami oraz zapewne utratą kontaktu z osobami z mojej klasy, jeszcze obecnej, ale wkrótce byłej. Jest mi cholernie smutno, że te sześć lat minęło tak szybko, ale cieszę się, że nie stoję w miejscu (przynajmniej mam taką nadzieję, że nadążam nad rzeczywistością). Jeszcze mam parędziesiąt dni po odjęciu weekendu majowego i weekendu. Wydaje mi się, że to minie szybciej, niżeli się spodziewałam.
Kolejnym moim spostrzeżeniem jest to, że jeżeli w kimś się zakochaliśmy, to nie dostrzegamy jego wad w charakterze i usterek - że tak powiem - w wyglądzie. W chwili obecnej czuję się jakbym była uwięziona w czyichś rękach, mimo, że nigdy nie czułam ich dotyku. Strasznie dziwne uczucie, ale muszę to przezwyciężyć, o ile chcę z tym walczyć. Jest szansa, że trafimy do tej samej klasy w nowej szkole (nazywam to nowym rozdziałem, więc z nowym rozdziale). Porównanie będzie żałosne i może mocno rozśmieszyć, ale czasem wydaje mi się, że można porównać moją "komfortową" sytuację w życiu uczuciowym do piosenki Lisowskiej - Nieodporny rozum. Niekoniecznie podoba mi się ta piosenka, ale idealnie opisuje to, co czuję. Śmieszne, pisze to niezrównoważona trzynastolatka, która naprawdę gówno wie o życiu, póki co go odkrywa.
Nie mam chyba nic więcej do napisania, naruszyłam te tematy, które chciałam naruszać, więc mnie nic chyba tutaj nie trzyma. Wrzucę jeszcze jakieś piosenki i idę spać, chcę znów wymyślać historyjki, które na pewno się w życiu realnym nie wydarzą. Nigdy nie mów nigdy, jak to się mówi... Cóż, życzę dobrej nocy, miłego odpływania w swoich marzeniach i wesołej kontynuacji rozpoczętego od urodzenia eskapizmu rzeczywistości.
http://www.youtube.com/watch?v=uWj8mCw5IE8
Kocham ją. Nie umiem uzasadnić, ale naprawdę bardzo lubię.
http://www.youtube.com/watch?v=jkaMiaRLgvY
Dziękuję Justynie, że wysłała mi ją ;) Bardzo mi się podoba.
http://www.youtube.com/watch?v=cMFWFhTFohk
Chuj jeden wie czemu, ale kojarzy mi się z jedną osobą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz