22.4.13

Happiness came out from my hands.

Znów coś mnie natknęło, żeby napisać kolejny post, chociaż nie ma dużego odstępu czasu między poprzednim wpisem. Możliwe, że zmobilizowałam się do napisania z powodu godziny i ogarniającej mnie monotonności niedzielnych wieczorów. Próbowałam zasnąć, ale doszłam do wniosku, że nie chce mi się spać, a z racji, że jutro mam tylko trzy cztery lekcje (trzy lekcyjne zajmie nam sprzątanie miasta, jakaś akcja znów) pozwolę sobie posiedzieć jeszcze godzinkę. Nie ryzykuję przecież byciem półżywym człowiekiem na sprawdzianie, bo sprawdzianu żadnego raczej nie będzie.
Co się u mnie ciekawego dzieje? Skoki temperatur nie dają mi żyć. Jeden dzień na krótkie spodenki i na koszulkę, a drugi dzień na bluzę i długie spodnie. W każdym razie pogoda mi nie przeszkadza w codziennym wychodzeniu na dwór i spotykaniu się ze znajomymi. Postanowiłam z koleżanką, że zakupię piłkę do siatkówki i będziemy chodziły na boisko grać. Problem jest taki, że nie umiemy dojść do porozumienia, ponieważ ja proponuję piłkę molten, a ona mikasę. Tłumaczę jej, że po pierwsze jej opcja jest droższa, a po drugie przy przyjęciach ręka o wiele bardziej boli. Jak nie uda nam się w tej kwestii znaleźć wspólnego języka, to każda kupi inną i potem dojdziemy do wniosku, która bardziej się nadaje do gry.
Zostałam zaproszona na urodziny do koleżanki, to znaczy zostałam o tym powiadomiona, bo dowodu rzeczowego w formie zaproszenia jeszcze nie mam. W sumie to miłe, że ponownie tylko ja zostałam zaproszona z mojej klasy, bo to znak, że nie jest ze mną jeszcze najgorzej i mam dobre kontakty z innymi ludźmi. Tak w ogóle to dodatkowym plusem jest to, że dobrze porozumiewam się z klasą, w której znajduje się mój obiekt paczań. Prawdopodobnie również będzie zaproszony na te urodziny, więc będzie okazja bliżej poznać osobnika. Była już taka okazja miesiąc temu na innych urodzinach, na które miał zaproszenie, ale się nie pojawił cwaniak.
Teraz coś bardzo smutnego. Wraz z koleżanką przegrałyśmy zakład z kolegą o dziesięć groszy i będziemy w poniedziałek skazane mu kupić cukierka. Zakład dotyczył meczu finałowego siatkarskiej ligi, my we dwie kibicowałyśmy klubowi, który ostatecznie uległ w ostatecznym pojedynku faworytom kolegi. Jeszcze jeden taki wygrany zakład i będzie go stać na bułki z polo marketu. Tak czy siak, szkoda mi, że zespół, któremu kibicowałam nie zdobył mistrzostwa i musi się zadowolić tylko i wyłącznie srebrnym medalem. Jeżeli chodzi o zakład, to nie ubolewam nad tym, że będę musiała tracić tak ogromną sumę pieniędzy, ale nad tym, że moja godność będzie pływała w szambie moich łez porażki. To my we dwie miałyśmy mu patrzeć w poniedziałek w oczy z szyderczym uśmiechem i pogardą w oczach, ale role będą odwrócone. Najsmutniejsze było to, jak powiedział, że zdejmie wszystkie obrazy w pokoju i powiesi na ścianie tego cukierka na znak zwycięstwa. Ach, te poważne zakłady o tak pokaźną sumę, nigdy nie zabraknie podczas nich emocji ;_;
No to życzę dobrej nocy i miłego poniedziałku. Siedźcie sobie tam w szkółce, gdy ja będzie zapierdalać po mieście w rękawiczkach i zbierać różne ciekawe rzeczy (od zwykłych papierków po batonikach do zużytych tamponów, podpasek i prezerwatyw). Nie brzmi to kusząco, ale wolę już to niż siedzenie w budynku, w którym muszę się podobno edukować. Dobranoc!

Brak komentarzy: