1.5.13

I would like not to hear some words

Czasami chce mi się płakać. Tak po prostu, bez żadnego powodu - chcę, żeby poleciało mi jak najwięcej łez. Płakanie nie jest przejawem słabości, a w dodatku mi pomaga. Kiedy płaczę, to czuję, że wraz ze łzami spływają ze mnie wszystkie negatywne emocje.
Zauważyłam, że mam pełno kompleksów. Jednym z tych najbardziej uciążliwych jest mój wygląd. Jestem pełni świadoma tego, że nie jestem piękna ani ładna, raczej przeciętna albo brzydka, jak to powiedział mój brat, najbardziej chamski kolega z klasy, który dziewczyny traktuje jak szmaty oraz koleżanka. Może jest w tym ziarenko prawdy?
Najgorsze jest to, że żaden chłopak nie patrzy na to, co dziewczyna ma w środku, skupia się raczej tym, co dziewczyna ma na zewnątrz. Przeczuwam, że będę do końca życia panną z kotem, bo żaden osobnik płci przeciwnej się mną nie zainteresuje.
Powinnam się bronić i napisać, że wygląd to tylko okładka, a charakter to treść, ale no błagam - jaki ja mam ten charakter? Nieistotne zresztą, gówno kogo to obchodzi, nie będę się już nad tym tematem użalała. Podobno jak się kogoś pokocha to wady tej osoby będą niezauważalne...
Tak w ogóle - wzięłam przedwczoraj aparat w rękę i po półrocznej przerwie spróbowałam cyknąć jakieś zdjęcia, ale efekty marne. Grunt, że zmobilizowałam się do kontynuowania czegoś, co zaniedbałam. Ach, zapomniałam dodać, że szukałam dwie godziny jakiejkolwiek piłki do siatkówki, ale udało mi się znaleźć tylko piłkę do piłki nożnej z euro 2012, którą wygrałam w mc'donaldzie, hehe farciarz. No nic, grałam nią, bo miałam ochotę sobie poodbijać.

Moje efekty użycia aparatu:


Pysia, najukochańszy kotuś na świecie <3


Ten fałszywy uśmiech, gdy nic się nie układa, a mimo to trzeba jakoś to ukryć.

Nic mnie już chyba nie trzyma. Idę spać.
Miłego jutra.

Brak komentarzy: