Bardzo dużo się dzieje, aczkolwiek nie wiem dlaczego, ale nie chce mi się na tym blogu pisać.
Zbliża się zakończenie roku szkolnego, więc z tym idzie wystawianie ocen. Zawzięcie walczę o szóstkę z informatyki (będę w poniedziałek pytana z całego roku szkolnego) oraz wychowania fizycznego, bo ukochana wuefistka nie chce mi postawić celującego dlatego, że nie brałam udziału w zawodach. Średnia będzie na pewno gorsza od zeszłorocznej, ale nie przejmuję się tym, punkty na teście były najważniejsze, na ich podstawia będzie rozdzielanie w gimnazjum.
Będę cholernie tęsknić za swoją klasą z podstawówki. Poznałam tutaj niesamowitych ludzi, których zapamiętam na pewno do końca. Nasza klasa może nigdy nie wyróżniała się umiejętnościami sportowymi ani w nauce, rzadko kiedy cokolwiek wygrywaliśmy, ale kiedy był zapowiedziany sprawdzian - byliśmy niekwestionowanymi mistrzami przekładania. Nigdy nie zapomnę również środowej gry w "butelkę". Tylko my umiemy być tak patologiczni i rozmawiać w pierwszej i drugiej ławce od pani o obciąganiu, wylizywaniu, długościach penisów itp. Kocham ich, spędziłam z nimi sześć lat, przywiązałam się niesamowicie, oni wszyscy są dla mnie jak rodzeństwo. Nie zawsze umiemy znaleźć wspólny język, często się kłócimy, ale i tak nie przestaję ich lubić. Dokładnie za dwa tygodnie dostaniemy te pieprzone świadectwa i ostatni raz będziemy siedzieć w klasach podstawowej szkoły. To rozstanie będzie okropne - tak, jakby ktoś wyrywał Ci cząstkę Ciebie... Wydaje mi się, że przy mojej słabiutkiej psychice będzie bardzo trudno nie płakać. Nawet nie będę się powstrzymywać. Jeżeli będzie okazja - przytulę ich wszystkich, tak samo jak przed końcem świata xD. Różnica jest jednak taka, że koniec świata był niepewny, a pożegnanie będzie najprawdziwsze. Pamiętam, jak dwa lata temu mówiłam, że przed nami jeszcze dwa grube lata, a tutaj czas zaczął zapierdalać jeszcze szybciej niż dotychczas. Dobrze, skończę, bo bardzo mi smutno, gdy naruszam ten temat.
Zdołałam zauważyć ostatnio, że poprawiają mi się relacje ze wszystkimi (przedtem było b. dobrze, ale teraz to jest chyba super). Z dwoma niezbyt miłymi chłopakami znalazłam chyba wspólny język, więcej rozmawiamy, bez żadnych wyzwisk, a z trzecim całkiem miłym, który mnie nie lubił, chyba nareszcie wzrosła nić sympatii. Na dodatek tego, kolega z autobusu - w którym wszystkie dziewczyny się na początku roku kochały - mówi mi "cześć". Buahahah, to miłe :D
Podoba mi się to! :)
ja jebie


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz