Bardzo dawno nie pisałam, ale to tylko ze względu na to, że bardzo dużo się działo. Ostatnie dwa dni są dosyć nudne, więc zdecydowałam się napisać.
Powinnam zacząć od tego, że poprzedni post nie był w ogóle poprzedni. Nie było żadnego rozdzielania i przeszliśmy tak, jak byliśmy w podstawówce, doszły jedynie dwie osoby. Z jednej strony się cieszę, że nie było wielkiej rewolucji, ale z drugiej strony jestem osobą, która pragnie zawierać nowe znajomości.
***
Teraz czas małych refleksji, ponieważ zauważyłam, że w moim życiu dzieję się coś złego, wkrada się nieład i nieporządek, pomimo niedawnych porządków. Uznałam, że okres buntu mam już za sobą, ponieważ psychicznie bardzo szybko się rozwijałam. Niestety, ale gimnazjum robi swoje i zapewne będzie robić. Raz spróbowałam i powiedziałam, że w tym nie ma najmniejszej przyjemności. Spróbowałam po jakimś czasie drugi raz i wtedy dopiero zaczęło się coś dziać, że w głębi chciałam więcej i więcej. Każde zaciągnięcie jest odpłynięciem od problemów, zapomnieniem o wszystkich popełnionych błędach. Zapewne każdy doskonale zdaje sobie sprawę o co chodzi.
Pragnę zaprzestać, mimo, że nałogowcem nie jestem i od niego mi daleko. Mówię sobie, że mam silną wolę, ale prawda jest zupełnie inna, jestem słaba. Nie umiem powstrzymać się od obgryzania głupich paznokci. Mówienie, że zrujnuję sobie życie sportowe sprawia, że chcę z tym walczyć, że mam motywację, ale potem znów nadchodzi ten moment ucieczki od rzeczywistości.
W pewnych sytuacjach czuję, że jestem bezsilna i moje życie jest takim żartem. Dziwne jest to, ponieważ nie mam w życiu źle. Dostaję wszystko bez niczego, ludzie mnie lubią, a ja w ogóle się nimi nie przejmuję i nie zabiegam o ich sympatię, ale po po prostu mi czegoś brakuje.
Dwa dni siedzę w domu, bo znajomi powyjeżdżali do rodzin albo na zbieranie wiśni. Wzięłabym rower i pojechała samotnie na wycieczkę rowerową. Tylko ja, rower i mój niepoukładany chaos w głowie. Problemem jest to, że boję się przejeżdżać sama wokół ludzi, których nie znam. Czuję ich wzrok na swoim ciele. Czuję się żywnie przez nich zjadana. Uczucie nie do opisania.
Myślę, że powinnam już skończyć pisać, bo nie umiem odpowiednio dobierać słowa. Nienawidzę takich wieczorów, w których wszystko wydaje mi się być nienaturalnie szare.
Chciałabym, żeby w moim życiu nigdy nie było nudy, bo wtedy w środku czuję, że wymieram.
Nie tyle co fizycznie, ale psychiczne.
"Nie wiem czy umiem tu mówić o uczuciach,
Na pewno rozumiem jak łatwo można upaść,
Nie wiem czy słuchasz jak mocno bije serce,
Kiedy proste słowa stają się najtrudniejsze"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz