26.8.13

Never or forever

Dawno tutaj nie byłam, około trzech tygodni. Nie miałam chęci dzielić się moimi przemyśleniami, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nikt nie czyta.
W poprzedni weekend byłam na krótkich czasach, a ostatnie dni są dosyć szalone, przeplatane złością i szczęściem. W czwartek złożyłam wizytę z koleżankami pewnej osobie i bardzo tego żałuję. Zauważyłam, że w towarzystwie niektórych ludzi zachowuję się nienaturalnie i nieprzyzwoicie. Zabolało trochę, gdy dowiedziałam się (dokładnie dziś), że osoba, której złożyłyśmy wizytę uważa nas za dziwne. Zgadzam się, jestem dziwna, ale wydaje mi się, że jak się mnie pozna lepiej to wcale nie jestem taka zła, da się ze mną pogadać. W piątek otrzymałam garstkę nadziei, że jednak dany osobnik mnie lubi (stwierdziłam to po pomachaniu), ale dwa dni później dowiedziałam się, że pomyliłam tę osobę z kimś innym. Powiedziałam sobie, że za chuja nie dam tak o siebie mówić i robię wszystko, żeby spotkała mnie bez koleżanek, chciałabym porozmawiać "sam na sam". Codziennie tamtędy przejeżdżam, ale bezskutecznie. Jutro zamierzam nigdzie nie jechać, ponieważ wyglądałoby to co najmniej nienaturalnie, ale pojutrze zaczynam znowu. Muszę powiedzieć mu dużo o naszej klasie, osobach z niej, chcę się o nim sporo dowiedzieć. Nie chcę, żeby się popsuł...
Dobrze, skończę o tym mówić, może to dziwne, ale chce mi się od tego płakać.
Odezwę się w poniedziałek, może wcześniej.
Bye, bye.

Brak komentarzy: